Jakiś czas temu mieliśmy okazję spotkać się z przesympatyczną parą asatryjczyków z Niemiec i pobawić się w przewodników po Oslo. Bardzo lubię i cenię sobie spotkania z ludźmi starszymi i siedzącymi w pogaństwie od tych 20 lub więcej lat. I kiedy używam wyrażenia "siedzieć w pogaństwie" to nie mam na myśli samotnika interesującego się rekonstrukcją religijną, tylko aktywne uczestnictwo w działaniach już rozbudowanej społeczności pogańskiej - w tym wypadku asatryjskiej.
Spotkania z obcokrajowcami są bezcenne - ich społeczności przeszły już te etapy rozwoju, do których my dopiero docieramy. Przerobili już te wszystkie problemu i błędy, do których my doszliśmy teraz lub które dopiero napotkamy. I potrafią mieć do tego dystans i śmiać się z tego, co już za nimi. W rozmowie pojawiło się określenie "niemiecka pułapka" i zaraz wyjaśnię, cóż to takiego i jak bardzo pasuje ona do polskich realiów.
Spotkania z obcokrajowcami są bezcenne - ich społeczności przeszły już te etapy rozwoju, do których my dopiero docieramy. Przerobili już te wszystkie problemu i błędy, do których my doszliśmy teraz lub które dopiero napotkamy. I potrafią mieć do tego dystans i śmiać się z tego, co już za nimi. W rozmowie pojawiło się określenie "niemiecka pułapka" i zaraz wyjaśnię, cóż to takiego i jak bardzo pasuje ona do polskich realiów.




